O marzeniach słów kilka
Witajcie motylki!
Dzisiejszy dzień był przyjemny, ale coś czuję, że się przeziębiłam. 21 lutego w szkole jest bal maskowy i waham się czy pójść. W sumie sukienkę mam, tylko maskę musiałabym kupić, sama nie wiem czy pójdę. Jeszcze jest trochę czasu więc to przemyślę. Dziś miałam do zjedzenia tylko 600 kcal, a czuję się najedzona jak nigdy, w sumie mnie to cieszy. Ale dzisiaj trochę inny temat- nie chcę was zarzucać monotonnymi postami o moim życiu, więc opowiem trochę o swoich marzeniach, które (chyba jak każdy) posiadam. Oto moje 3 największe marzenia:
1.Zamieszkać w Stanach
Chyba moje największe marzenie. Chcę je spełnić za wszelką cenę, choć wiem jak trudno dostać tam zieloną kartę, a co dopiero amerykańskie obywatelstwo. Mimo to zrobię wszystko, żeby przeprowadzić się do Los Angeles w Kalifornii i to jak najszybciej.
2.Perfekcja- to chcę osiągnąć.
Na ten temat nie będę się rozpisywać. Jak mówi zasada motylków *dla mnie jedna z najważniejszych*: Wierzę w perfekcję i chcę ją osiągnąć.
3.Być szczęśliwą.

Zawsze się zastanawiałam czemu moje życie jest takie trudne, nieszczęśliwe. Od młodych lat musiałam się usamodzielnić, wydorośleć. W wieku 7 lat dowiedziałam się, że mój ojciec ma kochankę, 20 lat młodszą od niego. Do tego jest alkoholikiem i patrzyłam jak z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, a później z roku na rok staczał się. Z jednego z najlepiej zarabiających ludzi w moim mieście *nie, nie chwalę się* stał się pieprzonym menelem. Teraz mam 14 lat- 7 lat awantur, policji co tydzień, wręcz czystej patologii. Nie wspomnę, że mój tata nie interesował się mną. Największy ból sprawiło mi to, gdy kończyłam szóstą klasę. Nie wspomnę, że nawet nie pojawił się na zakończeniu, bo wiedziałam, że tak będzie. Ale kiedy wróciłam do domu, obładowana wręcz nagrodami, statuetkami, medalami, no i oczywiście ze świadectwem na którym widniała średnia 5.6 *średnia najlepsza z mojej klasy* chciałam pochwalić się tacie, był jeszcze list gratulacyjny i kiedy wręczyłam go mojemu ojcu usłyszałam słowa, których nie zapomnę nigdy: "To się mnie nie dotyczy, z resztą nie obchodzi mnie to", cóż już wcześniej byłam przyzwyczajona, że ojciec się mną nie interesował, ale to co wtedy powiedział, chyba zraniło mnie bardziej, niż fakt, że ma kochankę. Plus od roku mam przyrodniego brata, którego nigdy nie widziałam. Słowa przemijają, ale rany w sercu, jak i w psychice zostają. Od dwóch miesięcy moi rodzice są rozwiedzeni, cieszył mnie ten fakt, dopóki nie zrobiło się jeszcze gorzej. Chcę żeby było już po wszystkim, chcę czuć się szczęśliwa.
To tyle z mojej 'patologicznej historii', trochę się rozpisałam, lecz to nawet nie 1/10 tego co czuję, nie jestem w stanie spisać tego wszystkiego, przepraszam.
Bilans:
Śniadanie: Jajecznica z dwóch małych jajek + dwa chrupkie kawałki pieczywa Sonko 300 kcal
Lunch: Jabłko 50 kcal
Obiad: Dwa chrupkie kawałki pieczywa Sonko z plasterkiem szynki + dwa obrane jabłka 200 kcal
Kolacja: Jabłko 50 kcal
Płyny: 500 ml niegazowanej wody
1 herbata
Razem: 600 kcal
Dzień 3 (LTD): Zaliczony
"Nie wolno mi chcieć."
Patty†
← Nowsze posty
Starsze Posty→